Cyphotilapia frontosa
Nazwa angielska:
  • Humphead cichlid
  • Nazwa polska:
  • Pyszczak hełmiasty
  • Podział geograficzny:
  • Tanganika
  • Podział systematyczny:
  • Pseudocrenilabrinae
  • Polskie synonimy:
  • Łacińskie synonimy:
  • Paratilapia frontosa
  • (Boulenger, 1906).
    Pyszczaka hełmiastego znają chyba wszyscy miłośnicy ryb z jeziora Tanganika. Mało kto jednak decyduje się na jego hodowlę ze względu na spore rozmiary, do jakich dorasta, i jego drapieżną naturę. Czy faktycznie jest to ryba kłopotliwa w pielęgnacji i czy warto podjąć się wyzwania, jakim jest jej hodowla? Postaram się odpowiedzieć na te pytania i przybliżyć nieco tę nietuzinkową rybę.

    NATURALNE ŚRODOWISKO

    Cyphotilapia frontosa należy do rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae), rzędu okoniokształtnych (Perciformes). Po raz pierwszy została opisana naukowo w 1906 roku przez Boulengera jako Paratilapia frontosa. W 1920 roku Regan utworzył nowy rodzaj Cyphotilapia i umieścił w nim Cyphotilapia frontosa, która do dziś jest jedynym jego przedstawicielem. Ryba ta endemicznie występuje w jeziorze Tanganika. Zamieszkuje przybrzeżne wody w okolicy skał na głębokości od 5 do 50 metrów. Młodsze osobniki trzymają się bliżej powierzchni, starsze schodzą na większe głębokości. Mieszkańcy południowo-wschodnich wybrzeży jeziora nazywają ją “Chambwe Ngomo” i sprzedają na targowiskach jako rybę jadalną.
    Wyróżnia się wiele odmian geograficznych, wśród których najpopularniejsza w akwarystyce to “Burundi”. Poszczególne odmiany różnią się między sobą szczegółami ubarwienia, znana jest także odmiana o siedmiu pionowych pasach – “Kigoma”.
    W zależności od wieku żyją w większych lub mniejszych grupach. W północnej części jeziora spotyka się ławice młodocianych osobników liczące nawet powyżej 1000 egzemplarzy. W miarę, jak ryby rosną, takie kolonie stają się mniej liczne, a dojrzałe płciowo egzemplarze powyżej 20 cm długości występują w grupach tylko po kilka osobników lub samotnie. Wyrośnięte egzemplarze osiągają zwykle około 30 cm długości, choć w naturalnym środowisku odławia się nawet 40-centymetrowe osobniki.
    Mają wydłużone, bocznie spłaszczone ciało, z charakterystycznym guzem tłuszczowym na głowie, który powiększa się wraz z wiekiem. Podstawowe ubarwienie to szaroniebieskie, na nim rysują się szerokie ciemne pionowe pasy. Niektórzy autorzy rozróżniają odmiany z pięcioma lub sześcioma takimi pasami, nie licząc tego, który przebiega przez głowę, od guza tłuszczowego przez oko po pokrywy skrzelowe. Pas ten jednak jest nie mniej wyraźny niż pozostałe i na całości ciała ryby układa się w charakterystyczną “zebrę”, uprawnione jest więc mówienie o odmianach z sześcioma lub siedmioma pionowymi pasami. Urody tej rybie przydają mocno rozwinięte i we właściwych warunkach i oświetleniu pięknie błękitno ubarwione płetwy: grzbietowa, brzuszne i odbytowa. U dojrzałych samców końcówki płetw grzbietowej i odbytowej są mocno wydłużone. W szczęce są osadzone blisko siebie drobne ostre zęby ułatwiające pochwycenie zdobyczy.
    Frontoza (tak zwykło się o niej mówić potocznie) to przede wszystkim drapieżnik. Trudno w to czasem uwierzyć, obserwując w akwarium jej flegmatyczne zachowanie, ale gatunek ten wykształcił specyficzny sposób polowania “na śpiocha”. Budzi się przed nastaniem świtu, kiedy potencjalne ofiary są pogrążone w nocnym letargu i napada na nie znienacka. Ofiarami podają zazwyczaj ryby z grupy Cyprichromini (np. Cyprichromis leptosoma). Nie jest to jednak jedyny ich pokarm w naturalnym środowisku. Chętnie przesiewają podłoże w poszukiwaniu pożywienia. Przewód pokarmowy badanych w naturalnym środowisku osobników zawierał duże ilości krewetek, a ponadto: ślimaki, małże, drobne organizmy zwierzęce i roślinne, detrytus będący osadem dennym składającym się ze szczątków obumarłych zwierząt i roślin oraz drobnych cząstek mineralnych.

    W AKWARIUM

    Zbiornik dla Cyphotilapia frontosa powinien być przede wszystkim obszerny, bo trzeba wziąć pod uwagę rozmiary, do jakich te ryby dorastają. Absolutnie minimum to 150 cm długości i 50 cm szerokości. Oczywiście młode osobniki do osiągnięcia dojrzałości płciowej można odchowywać w mniejszych zbiornikach. Tak było w moim przypadku, gdy przez pierwsze półtora roku hodowałem je w akwarium o długości 120 cm i pojemności 240 litrów.
    Podłoże, które ryby te chętnie przekopują i kształtują według własnego uznania, powinien stanowić drobny żwirek o gładkich krawędziach lub piasek. Dekoracje w postaci kamieni i kamiennych grot. Dobrze, jeśli każdy osobnik ma swoją grotę, gdzie może się schronić czy po prostu odpocząć od towarzystwa innych ryb. Ze względu na możliwość podkopania czy też przewrócenia konstrukcje skalne powinny być dobrze zabezpieczone. Można je np. skleić silikonem. Przed uszkodzeniem należy też zabezpieczyć grzałkę, jeżeli jej korpus wykonany jest ze szkła.
    Po bokach akwarium można posadzić rośliny, których systemy korzeniowe powinny być dobrze zabezpieczone przed rozkopaniem. Szczególnie warte polecenia jest nurzaniec (Vallisneria sp.) albo zwartka aponogetonolistna (Cryptocoryne aponogetifolia). Ich długie liście płożące się po powierzchni wody, rozproszą oświetlenie, co jest bardzo korzystne dla samopoczucia frontoz, które nie przepadają za zbyt jaskrawo oświetlonymi zbiornikami (to jest oczywiste, ponieważ w jeziorze Tanganika żyją na dużych głębokościach, gdzie dociera niewiele światła, a ponadto okres aktywności związanej z polowaniem przypada na czas przed świtem). Konieczna jest też wydajna filtracja, gdyż ryby te dużo jedzą, a co za tym idzie – wydalają.
    Warunki chemiczne wody typowe dla innych mieszkańców Tanganiki: pH 7,5-8,5, twardość węglanowa kilkanaście stopni w skali niemieckiej, twardość ogólna nie ma większego znaczenia, temperatura 25-28°C.
    Frontozy można hodować w akwarium jednogatunkowym lub w towarzystwie takich gatunków jak: Altolamprologus calvus i A. compressiceps, dużymi Neolamprologus sp., Julidochromis sp., Xenotilapia sp. Należy się jednak wtedy liczyć z możliwością straty narybku tych gatunków. Problematyczne jest natomiast łączenie ich z gatunkami o innych preferencjach pokarmowych (Tropheus sp. i przedstawiciele plemienia Eretmodini) czy rybami z jeziora Malawi, które są zbyt szybkie i sprytne dla frontoz (co powoduje, że te drugie przegrywają konkurencję pokarmową).
    W warunkach akwariowych są wszystkożerne. Sukcesy hodowlane zapewnia jednak treściwy i urozmaicony pokarm, np. krewetki, małże, serce wołowe, posiekane dżdżownice, małe mrożone rybki (stynki), choć tych ostatnich moje frontozy nie chcą zjadać. Ponadto można podawać pokarmy sztuczne w postaci pałeczek dla dużych pielęgnic czy też domowej roboty, takie jak lane kluski. Co ważne, każdy nowy pokarm należy wprowadzać konsekwentnie, podając go przez jakiś czas, mimo że początkowo będzie zjadany niechętnie lub nawet wcale. Jak zauważyłem, ryby te nieufnie podchodziły do każdego nowego elementu diety, jednak po paru dniach, najpóźniej po tygodniu przyzwyczajały się do niego.
    Usposobienie tych ryb zupełnie nie idzie w parze z ich wyglądem, wielkością i drapieżną naturą. Są niezwykle spokojne, nieśmiałe, czasem wręcz płochliwe. Majestatycznie i leniwie poruszają się po akwarium, jednak wystraszone lub atakujące zdobycz, zamieniają się w istne rakiety.
    Właściwie nie przejawiają terytorializmu. W swoim akwarium obserwowałem jedynie drobne utarczki o zajęcie lepszych grot pomiędzy skalnymi dekoracjami. Inne ryby są praktycznie ignorowane, chyba że są na tyle małe, że nadają się do połknięcia, choć i w tym przypadku różnie bywa. W swoim akwarium praktycznie nie zaobserwowałem, by frontozy polowały na mniejsze ryby, a w różnym okresie miały “do wyboru” młode szczelinowce i naskalniki. Nie połakomiły się nawet na gupiki, które moja córka dostała od kogoś w prezencie. Nie wiedząc, co zrobić z tym kłopotliwym podarkiem, wpuściłem je do akwarium z frontozami, licząc, że te rozwiążą problem. Nic z tych rzeczy, gupiki przez wiele miesięcy żyły w tym akwarium, doczekałem się nawet kilku miotów młodych, którymi z kolei zajęły się Altolamprologus calvus. Myślę, że na takie zachowanie frontoz wpływ miała dostępność i łatwość zdobywania pokarmu, którego przecież dzięki mnie miały pod dostatkiem. “Nie chciało” im się, a mówiąc praktyczniej, nie opłacało wydatkować energii na polowanie, skoro pokarm bez wysiłku był dostępny. Raz byłem jednak świadkiem dość drastycznej sceny. Jedna z samic gupika miała mocno skrzywiony kręgosłup, wada ta powiększała się coraz bardziej, aż ryba zaczęła mieć problemy z normalnym pływaniem. Taki łatwy łup skusił frontozy, które dosłownie w ciągu kilkunastu sekund rozszarpały “gupiczkę”.

    ROZMNAŻANIE

    Hodowlę najlepiej rozpocząć od ośmiu sztuk narybku o długości mniej więcej czterech centymetrów. By jednak mieć pewność, że z czasem z takiej grupki dobierzemy docelową żądaną obsadę, warto zakupić ich nawet więcej. Frontozy najlepiej hodować w układzie jeden samiec i trzy lub cztery samice. Dysponując większym akwarium, można spróbować z dwoma samcami i sześcioma lub siedmioma samicami. Taki układ jest bezpieczniejszy, bo w razie utraty samca w pierwszym wariancie późniejsze uzupełnienie stadka może być bardzo trudne, gdyż samice mogą nie zaakceptować nowego dominanta.
    Rozróżnienie płci jest bardzo trudne. Niektóre źródła podają, że samce można odróżnić od samic po wielkości guza tłuszczowego, nie jest to jednak dobra cecha. Przed dłuższy czas sądziłem, że z zakupionych przeze mnie pięciu sztuk dwa to samce, trzy – samice. Myślałem tak, gdyż te dwa osobniki, które uznałem za samce, były wyraźnie większe od pozostałych, miały mocno rozwinięte guzy tłuszczowe na czołach. Taki sam wniosek można było wysnuć, obserwując ich zachowanie. Oba “samce” starały się dominować nad pozostałymi i choć jak wspomniałem, nie obserwuje się w przypadku frontoz typowego dla pielęgnic z Malawi czy Tanganiki terytorializmu, to jednak dało się odczuć, że jeden z nich “kontrolował” 2/3 mojego długiego na 180 cm akwarium, a drugi resztę. Jakież było moje zdumienie kiedy pewnego dnia, niby – samiec (ten od mniejszego terytorium) okazał się samicą, która dumnie paradowała z wypchaną ikrą mordką. Ucieszyłem się podwójnie, bo okazało się też, że miałem spory fart. Kupując tylko pięć sztuk, utrafiłem w idealną obsadę: samiec i cztery samice. Jedyną cechą wyglądu, która odróżnia mojego samca od samic, jest znaczne wydłużenie końcówek płetw grzbietowej i odbytowej, które u samic nie występuje.
    Hodowcy frontoz chcący doprowadzić do ich rozrodu, a zaczynający od młodych osobników, muszą uzbroić się w cierpliwość. Dojrzałość płciową osiągają one bowiem dopiero w wieku 2-3 lat przy długości 18-20 centymetrów (samce) i 15-18 cm (samice). Tarło ma spokojny przebieg, odbywa się w grotach skalnych, jeśli są odpowiednie, ewentualnie na płaskim kamieniu czy wręcz piasku. Samiec wydala mlecz, po czym ustępuje miejsca samicy, który wpływa na jego miejsce, składa ikrę, którą następnie bierze do pyska. Sytuacja taka powtarza się kilkakrotnie. Samica składa około 50 ziaren ikry, czasem więcej. Niektóre źródła podają nawet do 100 sztuk, ale nie wydaje mi się to prawdopodobne. Z jednego miotu uzyskuje się przeciętnie około 20-25 sztuk narybku. Do tarła samica może podchodzić co 3-4 miesiące, tak że przy sprzyjających okolicznościach i optymalnych warunkach rocznie można od samicy uzyskać około 100 sztuk młodych. Inkubacja trwa wyjątkowo długo, bo około 6-7 tygodni.
    Z pierwszych tareł rzadko uzyskuje się młode. Niedoświadczone samice zwykle połykają lub wypluwają ikrę. Tak było w moim akwarium, kiedy kilkakrotnie obserwowałem noszące przez kilka dni samice, po czym po ikrze nie pozostawało śladu. Kolejne noszenia zakończyły się jednak pełnym sukcesem. Inkubujące prawie w tym samym czasie samice wypuściły w końcu po kilkanaście sztuk młodych. Spodziewam się, że kolejne noszenia zaowocują jeszcze większą liczbą młodych.
    Oczywiście najlepsze rezultaty hodowlane można osiągnąć, zabierając samicy (mówiąc dosłownie – na siłę wydłubując z pyska) świeżo zapłodnioną ikrę i prowadząc jej dalszy rozwój w specjalnie urządzonych inkubatorach. Ja jednak ani nie stosuję, ani też nie pochwalam takich praktyk i obchodzenia się z rybami, które hoduję przecież dla przyjemności, a nie z chęci czerpania jak największego zysku. Poza tym niedoświadczony hodowca podczas takich zabiegów może wręcz okaleczyć samicę, że nie wspomnę już, jak wielką dawkę stresu się jej funduje.
    Narybek wypuszczony przez samicę po inkubacji jest już dość spory i dość dobrze sobie radzi nawet w akwarium ogólnym. Ja odławiam młode do specjalnego kotnika, gdzie mogę je intensywnie karmić, a nawet codzienne podmiany wody w ilości nawet 1/3 objętości nie stanowią większego problemu. Właśnie odpowiednie, intensywne karmienie oraz zapewnienie czystej wody to podstawa szybkiego wzrostu młodych. Moim maluchom podaję: plankton, oczlika, rozdrobnioną artemie oraz rozdrobnione pokarmy sztuczne. Niektórzy hodowcy polecają w początkowym okresie podawanie larw artemii, ale jest to stosunkowo drogie rozwiązanie.

    PODSUMOWANIE

    Cyphotilapia frontosa hoduję 2,5 roku. Przez ten czas przywiązałem się do nich i choć nie oswajają się jak np. pielęgnice pawiookie, to jednak jest to “spory kawałek pięknej ryby”, obok której nie można przejść obojętnie. Znany belgijski badacz, Pierre Brichard, który sporą część życia poświęcił badaniu ryb tanganickich, powiedział, że jest to jedna z piękniejszych i najbardziej ekscytujących ryb żyjących w tym jeziorze. Ta opinia niech będzie pointą niniejszego tekstu i zachętą do hodowli tego nieprzeciętnego gatunku.

    Andrzej Zabawski – artykuł pierwotnie ukazał się w 45 (06/2003) numerze miesięcznika Nasze Akwarium.

    Źródła:
    http://www.cichlidae.com

    Galeria
    (kliknij obrazek żeby powiększyć)